
Święta to czas, w którym wewnętrzna prawda zabiera głos
Święta mają wyjątkową właściwość, bo w sposób cichy, niemal niezauważalny, wprowadzają człowieka w stan wewnętrznego zatrzymania. Nawet jeśli świat wokół pulsuje światłami, muzyką, dekoracjami i oczekiwaniami, gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawia się przestrzeń, której nie da się zignorować. Przestrzeń, w której budzą się sprawy, o których przez cały rok potrafimy nie myśleć lub wypierać.
To interesujące, że właśnie wtedy, gdy wszystko zewnętrzne staje się najbardziej „magiczne”, w środku wielu ludzi uruchamia się coś zupełnie innego. Coś znacznie mniej wystawnego, a znacznie bardziej prawdziwego. To nostalgia, smutek bez powodu oraz tęsknota, którą trudno nazwać. A w innym przypadku niezwykle wyraźne poczucie, że czegoś w życiu brakuje, choć na zewnątrz jest „w porządku”.
I właśnie dlatego święta stają się jednym z najważniejszych momentów w roku dla naszej wewnętrznej prawdy. Gdy tempo spada, maski, które nosimy, zaczynają być bardziej widoczne. Gdy świat zwalnia, zaczyna też zwalniać to, co od dawna czekało, by zostać zauważone.
Święta nie są jedynie tradycją – są lustrem, w którym odbija się to, jak naprawdę żyjemy.
Gdy zewnętrzne światła rozjaśniają wewnętrzny mrok
W ciągu roku człowiek ma wiele sposobów, by nie słyszeć swoich emocji. Praca, obowiązki, zadania, scrollowanie telefonu, planowanie, bycie w przeszłości lub przyszłości. Gdy jest głośno, łatwiej nie usłyszeć siebie. Gdy jest szybko to łatwiej udawać, że nic się nie dzieje.
A potem przychodzi grudzień. Przychodzą różne refleksje. I nagle nie ma dokąd uciec.
W ciszy, która pojawia się między jednym dniem świątecznym, a drugim, wyłaniają się pytania:
– Czy to życie, które prowadzę, jest życiem, którego chcę?
– Dlaczego tyle rzeczy odkładam na później?
– Co próbuję w sobie uciszyć?
– Czy ja jestem szczęśliwa/szczęśliwy?
To nie są pytania przypadkowe. Zwykle w święta rusza w nas to, co było zbyt długo niewypowiedziane bądź ukrywane, a grudniowa atmosfera działa jak miękki sygnał do rozplątywania tego, co było w nas związane w supeł, którego nie chcemy rozwiązać.
To, co prawdziwe, zawsze wybiera moment, w którym przestajemy biec i mamy chwilę wytchnienia.
Święta nie są więc tylko „miłym czasem”. Są przestrzenią, w której dusza, jakkolwiek ją pojmujesz, próbuje upomnieć się o uwagę i pokazać, co jest nie tak.
Nie po to, by zabolało. Po to, by wreszcie mogło zostać zauważone.
Bo właśnie w tym czasie coś w człowieku zaczyna delikatnie mówić:
„Zatrzymaj się. Popatrz. Posłuchaj. Tu jest coś ważnego.”
Prawda nie jest sezonowym zjawiskiem: to, co wypychasz w cień, i tak Cię dopadnie
Święta mają w sobie szczególną właściwość: rozjaśniają miejsca, które przez cały rok pozostają w cieniu.
Nagle widzimy rzeczy, które były zasłonięte.
Nagle czujemy to, czego nie chcieliśmy czuć.
Nagle wraca to, co „przecież dawno już nie ma znaczenia”.
Co roku o tej porze coś w nas zaczyna drżeć. Pojawiają się ciche przebłyski, drobne sygnały, nietypowe sytuacje, które trudno uznać za zwykły przypadek.
Jakby świat na moment odsunął zasłony i powiedział: „Spójrz tu. Właśnie tu.”
Wśród tych znaków jest zawsze kilka, które próbują przebić się najmocniej:
„To mnie boli bardziej, niż przyznaję.”
„Tak dłużej żyć się nie da.”
„To nie jest moja prawda – tylko mój lęk.”
„Wiem, dokąd chcę iść, tylko boję się tam zajrzeć.”
To właśnie te momenty, w których życie nie krzyczy: ono szepcze.
Ale jeśli je zignorujesz, szept zmieni się w ciężar, którego nie da się już odsunąć na bok jednym uśmiechem czy kolejnym planem awaryjnym.
A potem przychodzi styczeń. I cały świat, razem z Tobą, wraca do swoich schematów. Zadania, plany, postanowienia oraz listy zadań, które mają przykryć to, co jeszcze w grudniu mówiło najgłośniej.
Wtedy prawda, ta grudniowa, miękka, wyraźna, powoli odsuwa się na drugi plan. Nie dlatego, że zniknęła. Dlatego, że znowu ją uciszyliśmy, a nawet zamknęliśmy.
Ale ona nie odchodzi. Prawda nie jest wrażliwa na kalendarz. Nie potrzebuje świątecznej nostalgii, by istnieć. Ona po prostu czeka.
Czeka, aż przestaniesz udawać. Czeka, aż przestaniesz biec. Czeka, aż kolejny raz zabierze Ci oddech w momentach, których „nie da się wytłumaczyć”.
Bo wszystko to, co spychasz w cień i ukrywasz przed sobą:
– niewyrażony żal,
– przemilczany gniew,
– tęsknota, o której nikomu nie mówisz,
– pęknięcia, które próbujesz zakleić uśmiechem,
– prawdy, które są zbyt ostre, by je dotknąć…
one nigdzie nie znikają. One tylko czekają na swoją kolej.
I jeśli ich nie zobaczysz, przyjdą po Ciebie: w postaci zmęczenia, braku sensu, frustracji, chaosu, bezsenności, a czasem niespodziewanych emocji, które wyleją się w najmniej oczekiwanym momencie. W ostateczności mogą objawić się w chorobie lub w czymś, co naprawdę Tobą wstrząśnie.
Nie dlatego, że coś jest z Tobą nie tak. Lecz dlatego, że człowiek nie jest stworzony do życia w nieprawdzie. Zbyt długo niesiona maska staje się ciężarem, a zbyt długo zamknięta emocja – pęknięciem.
Święta, które nie chcą iluzji – chcą Twojej prawdy
Dlatego święta są tak ważne, bo to moment, w którym prawda ma przestrzeń mówić głośniej. I robi to nie po to, by Cię pogrążyć, ale by Cię w końcu uwolnić…
Może te święta są zaproszeniem, by wreszcie usiąść twarzą w twarz ze swoim bólem.
By nazwać to, co od lat domaga się uwagi, choć tak skutecznie było spychane na bok.
By przestać udawać, że „nic się nie stało”, kiedy w środku wszystko mówi inaczej.
I wreszcie: by zrobić choć jeden krok w stronę siebie. Nie w stronę oczekiwań. Nie w stronę roli. W stronę swojej wewnętrznej prawdy.
Może to jest właśnie ten moment, w którym warto przestać uciekać. Moment, który domaga się odwagi tej prawdziwej, cichej, niewygodnej. Odwagi, która nie polega na działaniu, lecz na zobaczeniu tego, co od dawna próbowało przebić się przez warstwy codzienności.
Bo prawda nie milknie. Czeka. Patrzy. Wraca, aż ktoś wreszcie ją usłyszy.
Dlatego to jedno pytanie, przed którym najtrudniej stanąć, w końcu musi zostać zadane:
Co wewnętrzna prawda próbuje powiedzieć i czy wystarczy odwagi, by ją naprawdę usłyszeć?
























