Oko patrzące przez pęknięcie w ścianie – symbol wewnętrznego spotkania i momentu zatrzymania.

Między TY, a TY

Żyjemy w świecie, w którym wybory są nieuniknione. Każdy ruch, każde zatrzymanie, nawet brak działania, odciska swój ślad. Nie ma neutralnego punktu, w którym można pozostać bez konsekwencji.

Pomiędzy „Ty”, a „Ja” nie rozciąga się pustka. Jest napięcie, w którym decyzja zaczyna się formować, zanim stanie się widoczna. To miejsce nie oferuje prostych odpowiedzi, ale też nie pozwala pozostać obojętnym.

Wybór już się wydarza, choć jeszcze nie przyjął ostatecznej formy.

Pęknięcia, które ukrywamy

Lustro rzadko mówi cokolwiek samo z siebie. Odpowiada tym, co do niego przynosimy. Zatrzymuje miny, które dobrze już znamy. Powtarza gesty i słowa wyuczone w strachu. Z czasem przestaje się w tym mylić.

Bywają jednak momenty, w których obraz zaczyna się przesuwać. Nie gwałtownie. Raczej tak, że coś przestaje do siebie pasować. Spojrzenie zatrzymuje się o ułamek sekundy za długo. Pod gładką powierzchnią pojawia się napięcie, którego nie da się już ignorować.

Rzadko chodzi o jedno zdarzenie. Częściej o to, co zbierało się po drodze.
Słowa, które nie znalazły miejsca.
Wysiłek, który miał być tymczasowy.
Forma, która przez długi czas wystarczała.

I wtedy obraz przestaje być oczywisty.

Głębiej niż oczywiste myśli

Po pęknięciu nie pojawia się wniosek ani plan naprawy. Nie przychodzi nic, co można by natychmiast uporządkować. Raczej coś brutalnie prostego. Jak nagie światło, które nie pyta, czy jest na nie gotowość.

Widać wtedy rzeczy nie z poziomu interpretacji, lecz z miejsca, które zwykle pozostaje w cieniu. Bez filtrów, narracji oraz bez obrony. Ta nagość potrafi przerażać, bo nie daje się łatwo oswoić.

Świat tymczasem nadal domaga się formy. Spójnej, atrakcyjnej, dostosowanej do rytmu bodźców i krótkiej uwagi. Proponuje szybkie wypełnienia dla głębokich rys. Obiecuje ulgę bez wglądu i ruch bez zatrzymania.

Ale pęknięcia nie znają pośpiechu. Nie reagują na hasła. Nie dają się zasypać kolejnym obrazem rzeczywistości.

Granica wytrzymałości

Są miejsca, których nie naprawi nowa data w kalendarzu. Są rysy, które nie reagują na motywacyjne zdania ani świeże początki. One nie chcą być wygładzone. One chcą być usłyszane.

W tym miejscu przychodzą pytania, które przestają mieć krawędzie:
Czy to, co szybkie i ulotne, jest w stanie wypełnić to, co głębokie?
Czy chwilowy impuls potrafi dotknąć tego, co rosło latami?

Nie każda odpowiedź jest myślą. Nie każda droga prowadzi do ulgi.

Między, a pomiędzy

Czasem odpowiedź nie przychodzi wcale, zaś pojawia się coś innego.

Bez wyjaśnienia, uzasadnienia, a także potrzeby nadawania sensu.

Wybrzmiewa pomiędzy trzymaniem, a niepewnością. Nie walczy i nie przekonuje. Jest jak ruch, który dzieje się sam, gdy napięcie przestaje być podtrzymywane.

Bywa, że znika tak samo nagle, jak się pojawiło. Bywa, że zostaje dłużej, cicho, nie narzucając się swoją obecnością.

Nie jest rozwiązaniem. Jest zatrzymaniem wysiłku – pauzą.

Wiele spojrzeń jeden środek

Nie wszystko układa się w dwie strony. Są momenty, w których ciężar przestaje szukać przeciwwagi, a napięcie nie domaga się rozstrzygnięcia. Coś puszcza, choć nic nie zostało jeszcze nazwane.

Nie pojawiają się tu słowa, które można by unieść. Nie zapada cisza, którą da się opisać. To raczej brak potrzeby, by cokolwiek domykać –  jakby sens na chwilę stracił znaczenie.

Jest tylko moment, w którym TY spotyka TY. Bez maski, roli czy potrzeby dalszego ciągu.

I na tym się zatrzymuje. Nie jako koniec.
Jako miejsce, z którego nie każdy wychodzi taki sam.

Podobne wpisy

Zostaw komentarz