
Wiele kształtów jednego poruszenia – spojrzenie chasydzkie
Zanim człowiek cokolwiek zrozumie, jego serce już wie, że coś się zbliża.
Nie przychodzi to z hałasem. Przychodzi jak drżenie, które nie domaga się uwagi, a jedynie miejsca. Kto próbuje je od razu nazwać, ten je spłaszcza. Kto pozwala mu być – ten je słyszy.
Baal Szem Tow uczył, że Bóg przychodzi do człowieka tam, gdzie ten nie próbuje Go złapać. Dlatego pierwszym znakiem prawdy jest zawieszenie. Cisza. Niepewność. Serce, które jeszcze nie wie, ale już się otwiera.
⸻
Raz jest lekkie jak oddech w szabatowy wieczór.
Innym razem ciężkie, bolesne, jakby coś w środku nie chciało ustąpić.
Ale to nie są różne drogi. To ten sam gość, który puka do różnych drzwi.
Chasydzi mówili:
jeśli jest słodko – nie przywiązuj się,
jeśli boli – nie uciekaj.
Bo prawda nie zależy od smaku, tylko od tego, czy jesteś obecny.
⸻
A to forma wybiera jego.
Nie dlatego, że jest kara albo nagroda,
lecz dlatego, że serce ma swoją pojemność i uczy się jej poprzez pęknięcia.
Rebe z Kocka mówił, że pęknięte serce jest jedynym, do którego Bóg naprawdę wchodzi.
Nie trzeba go naprawiać w pośpiechu.
Wystarczy nie udawać, że jest całe.
⸻
I to słowo nie jest błędem. Jest tylko zbyt małe.
Bo miłość, o której mowa, nie chce być obietnicą ani stanem.
Nie chce zostać.
Ona przechodzi przez człowieka, sprawdza, czy jest otwarty – i idzie dalej.
Kto próbuje ją zatrzymać, ten czuje opór.
Kto pozwala jej przejść, ten zostaje zmieniony, choć nie zawsze wie jak.
⸻
Najtrudniejsze jest nie zamknąć tego w sensie.
Nie powiedzieć: „już wiem”, „to jest to”, „teraz mogę być spokojny”.
Chasydut uczy:
Bóg nie chce być zrozumiany.
Chce być spotkany.
⸻
W różnych kształtach.
Nie po to, by zostało posiadane, lecz by zostało rozpoznane – na chwilę.
Bez gwarancji.
Bez mapy.
Bez potrzeby wiedzenia, dokąd prowadzi droga.
Gdy człowiek przestaje trzymać życie w definicjach, życie zaczyna się dziać samo.
I właśnie tam, w najmniej oczekiwanym momencie, światło siada obok i mówi: TERAZ JESTEM.
























